18 maja 2012

3 minuty za 29,90, czyli "Fonsito i księżyc"

Fonsito i księżyc (Fonsito y la luna)
Mario Vargas Llosa
moja ocena: 3/10
Dając taki tytuł tej króciutkiej recenzji miałam niewybredne skojarzenia z cennikiem nierozgarniętej kurtyzany, ale niestety mówimy tym razem o książce – a raczej książeczce skierowanej do dziecka, które podobno mieszka w każdym z nas. Mi się upiekło i swoje trzy minuty za darmo wystałam w księgarni przeglądając najnowsze dzieło pana Llosy. Czy warto zaufać magii znanego nazwiska Noblisty?

Szczerze powiedziawszy, to na temat tej powiastki można powiedzieć raczej niewiele, bo w końcu to sens naddany tu się najbardziej liczy. Czyli każda miłość powinna być wyrażona, kto kocha, ten zdoła nawet podarować księżyc – co czyni mały spryciarz Fonsito. Ale czy ta króciutka historia oferuje coś ponadto? Oprawa graficzna trochę rozczarowuje, te kilka stron mogło być bardziej dopieszczone – dostajemy jedynie podrasowane photoshopem zdjęcia i wkomponowany tekst. Trzy minuty mijają i książka wraca na półkę z Llosą. Ech. Moje wewnętrzne dziecko nie jest zadowolone.

Zalecam rozwagę przy kupowaniu „Fonsito i księżyc” na prezent, co sugeruje tył okładki. No chyba, że ma się pewność, iż obdarowywana osoba lubi klimaty „Małego księcia” a wewnętrzne dziecko nie jest tak rozkapryszone, jak moje. Inaczej można z prezentem zabójczo chybić. Murakami czy butelka Martini to zestaw, przy którym prawdopodobieństwo prawdziwej szczęśliwości ukochanej osoby byłoby z pewnością o wiele większe, niż po sprezentowaniu najnowszego dzieła – dziełka! – Llosy.



A może po prostu to ja jestem zbyt stronnicza i wybredna?


0 komentarze:

Prześlij komentarz