![]() |
| Fonsito i księżyc (Fonsito y la luna) Mario Vargas Llosa moja ocena: 3/10 |
Dając taki tytuł tej króciutkiej recenzji miałam niewybredne skojarzenia z cennikiem nierozgarniętej kurtyzany, ale niestety mówimy tym
razem o książce – a raczej książeczce skierowanej do dziecka,
które podobno mieszka w każdym z nas. Mi się upiekło i swoje trzy
minuty za darmo wystałam w księgarni przeglądając najnowsze
dzieło pana Llosy. Czy warto zaufać magii znanego nazwiska
Noblisty?
Szczerze powiedziawszy, to na temat tej
powiastki można powiedzieć raczej niewiele, bo w końcu to sens
naddany tu się najbardziej liczy. Czyli każda miłość powinna być
wyrażona, kto kocha, ten zdoła nawet podarować księżyc – co
czyni mały spryciarz Fonsito. Ale czy ta króciutka historia oferuje
coś ponadto? Oprawa graficzna trochę rozczarowuje, te kilka stron
mogło być bardziej dopieszczone – dostajemy jedynie podrasowane
photoshopem zdjęcia i wkomponowany tekst. Trzy minuty mijają i
książka wraca na półkę z Llosą. Ech. Moje wewnętrzne dziecko
nie jest zadowolone.
Zalecam rozwagę przy kupowaniu „Fonsito i
księżyc” na prezent, co sugeruje tył okładki. No chyba, że ma
się pewność, iż obdarowywana osoba lubi klimaty „Małego
księcia” a wewnętrzne dziecko nie jest tak rozkapryszone, jak
moje. Inaczej można z prezentem zabójczo chybić. Murakami czy
butelka Martini to zestaw, przy którym prawdopodobieństwo
prawdziwej szczęśliwości ukochanej osoby byłoby z pewnością o
wiele większe, niż po sprezentowaniu najnowszego dzieła –
dziełka! – Llosy.
A może po prostu to ja jestem zbyt stronnicza i wybredna?


0 komentarze:
Prześlij komentarz