| Bluszcz (wydanie z 2009 roku) |
Bluszcz to taka roślina, która najczęściej oplata stare mury lub cmentarzyska. Uważa się, że jest długowieczna i żyje tam, gdzie wszystko dawno już umarło. "Bluszcz" to także wskrzeszony po ponad 80-ciu latach miesięcznik dla wybrednych literatów i miłośników przedwojennego klimatu. Pomimo zmiany redaktora naczelnego i grupy odbiorców (na "raybanowców") utrzymywała swoją renomę i obiektywnie rzec ujmując i poziom, chociaż osobiście uważam to za definitywną śmierć tradycji "Bluszcza". Dziś niestety redakcja ogłosiła zamknięcie gazety:
"Kochani Czytelnicy! Milczeliśmy, bo do końca mieliśmy nadzieję, że Bluszcza da się uratować.
Do końca wierzyliśmy, że takie czasopismo jak nasze nie może po prostu zniknąć z rynku. Stało się jednak inaczej. Po śmierci naszego wydawcy nie znalazł się nikt, kto zdecydowałby się na kontynuowanie jego dzieła. Artur był wizjonerem, nie oglądał się na minimalne zyski, które przynosił mu Bluszcz. Wierzył w gazetę, wierzył w nas, wierzył, że w tak trudnych dla polskiej kultury czasach nasza gazeta jest potrzebna, bo wyciąga Polaków z czytelniczej zapaści. Niestety wyniki sprzedaży to jedyne kryterium, którym kierują się rynkowi inwestorzy. Rozumiemy to i czekamy na lepsze czasy dla naszej gazety. Wbrew oczekiwaniom, numer lipcowy nie ukaże się już w sprzedaży.
W 2008 roku Bluszcz powrócił po 70 latach nieobecności. Zdobył kilka nagród rynku wydawniczego i środowiska dziennikarskiego. Jesteśmy przekonani , że pewnego dnia nasza gazeta powróci. Jeszcze silniejsza, jeszcze ważniejsza dla kultury.
Zespół redakcyjny miesięcznika Bluszcz"
Miesięcznik "Bluszcz" ma za sobą 75-letnią karierę na rynku wydawniczym - powstał w 1865 roku, z przerwami ukazywał się do roku 1939, by zmartwychwstać w 2008. Nowy-stary miesięcznik kontynuował tradycję przez dwa lata, kiedy to przy zmianie redaktora naczelnego - Rafała Bryndala - odświeżył layout w 2010 na bardziej nowoczesny. Początkowo pismo było "tygodnikiem illustrowanym dla kobiet" - ukazywały się w nim wiersze oraz praktyczne porady domowe czy towarzyskie. W nowym wydaniu publikowało się wielu znanych i cenionych twórców, m. in. Janusz Leon Wiśniewski, Etgar Keret czy Marsha Mehran. Stałe dwie strony posiadał również nieżyjący już Janusz Zakrzeński, gdzie opisywał dawne maniery i "magię kobiecej pęcinki". Dodając stare reprodukcje winiet i rysunków "z epoki" "Bluszcz" był miesięcznikiem niezwykłym, poszerzającym horyzonty i posiadającym swój niesamowity klimat. No szkoda, ale subiektywnie - mi szkoda tej gazety było już w 2010 roku...

To smutne. Nasz rynek prasowy wypełniony jest bezwartościowymi tabloidami, magazynami nakłaniającymi do coraz większej konsumpcji, podczas gdy "Bluszcz" miał autentyczną intelektualną wartość. Widać nie ma na to u nas zapotrzebowania...
OdpowiedzUsuńCiekawy blog :)
OdpowiedzUsuńObserwuję !
zapraszam do mnie :
http://amazing-life-girl.blogspot.com/