Lupe Velez – przyznam szczerze, że moja znajomość owej pani zaczęła się od znalezienia jej zdjęcia – wizerunku kobiety zachwycającej urody meksykanki, opatulonej w futro i spoglądającej w stronę widza z nieukrywaną kokieterią – taką była „Mexican Spitfire”, gwiazda kina, która nie dała rady olśniewająco zabłysnąć. Pomimo talentu i oryginalnej, niespotykanej wcześniej w Hollywood urody nie udało jej się wystąpić w zbyt wielu znaczących filmach. Większe zainteresowanie wzbudzało jej burzliwe życie prywatne i okoliczności samobójczej śmierci.
Kariera artystyczna córki prostytutki i oficera armii rozpoczęła się już w rodzinnym Meksyku, gdzie wystąpiła w 1924 jako tancerka w Teatro Principal tuż po zakończeniu edukacji w szkole prowadzonej przez zakonnice. To Hal Roach zaprowadził ją na złoty ekran kina niemego – jej pierwszym występem przed kamerami był film „The Gaucho” (1927). Po debiucie posypały się kolejne propozycje, gdzie grała role kobiet głównie egzotycznej urody – nawet Rosjanek czy Azjatek. Jej talent najpewniej czuł się w komediowej konwencji, toteż do udanych wystąpień możemy zaliczyć chociażby te w filmie „Tu rządzi humor” (1934) u boku Flipa i Flapa. Kariera Lupe stała jednak w miejscu, intratne kontrakty zdawały się omijać Velez szerokim łukiem. Po nieudanym broadwayowskim epizodzie pojawiła się w dwóch komediach: "Dziewczynie z Meksyku" (1939) oraz sequelu "Mexican Spitfire" (1940). Ostatnim jej filmem była adaptacja powieści Emila Zoli „Nana”, gdzie wcieliła się w główną rolę.
Kariera artystyczna córki prostytutki i oficera armii rozpoczęła się już w rodzinnym Meksyku, gdzie wystąpiła w 1924 jako tancerka w Teatro Principal tuż po zakończeniu edukacji w szkole prowadzonej przez zakonnice. To Hal Roach zaprowadził ją na złoty ekran kina niemego – jej pierwszym występem przed kamerami był film „The Gaucho” (1927). Po debiucie posypały się kolejne propozycje, gdzie grała role kobiet głównie egzotycznej urody – nawet Rosjanek czy Azjatek. Jej talent najpewniej czuł się w komediowej konwencji, toteż do udanych wystąpień możemy zaliczyć chociażby te w filmie „Tu rządzi humor” (1934) u boku Flipa i Flapa. Kariera Lupe stała jednak w miejscu, intratne kontrakty zdawały się omijać Velez szerokim łukiem. Po nieudanym broadwayowskim epizodzie pojawiła się w dwóch komediach: "Dziewczynie z Meksyku" (1939) oraz sequelu "Mexican Spitfire" (1940). Ostatnim jej filmem była adaptacja powieści Emila Zoli „Nana”, gdzie wcieliła się w główną rolę.
Jej niespokojny, latynoski temperament przyciągał liczne romanse – najsłynniejszym jest chyba związek z idolem złotego ekranu Garym Cooperem, młodym i początkującym wówczas aktorem, którego poznała na planie „The Wolf Song” (1929). Velez okazała się kobietą niezwykle zaborczą, wybuchową i nieprzewidywalną, czego dowodem są słowa opublikowane we wspomnieniach Marleny Dietrich – „Gary był całkowicie pod jej kontrolą”. Do ślubu jednak nie doszło, do czego przyczyniła się matka aktora konsekwentnie wybijając mu Lupe z głowy. Była nawet raz zamężna – ma na koncie niestety jedno nieudane małżeństwo z mistrzem olimpijskim w pływaniu - Johnnym Weissmullerem. Była obdarzona niezwykle trudnym charakterem, żądnym bycia w centrum uwagi – bywała często bohaterką plotek tabloidów, gdzie rozpisywano się o jej romansach czy jakoby miała chodzić bez bielizny i celowo pokazując to i owo na czerwonym dywanie (co zdawać by się mogło, iż jest to sposób i wymysł dopiero współczesnych celebrytów).
Po serii nieudanych związków i rozczarowaniu swą kiepską karierą Velez wpadła w sidła depresji. Na domiar złego zaszła w ciążę z mało znanym, młodym aktorem Haraldem Mareschem. Postanowiła popełnić samobójstwo, gdyż aborcja stała w sprzeczności z jej katolickim wyznaniem (sic!). Ubrała suknię wieczorową, zostawiła list pożegnalny po czym zażyła garść tabletek nasennych. Lecz jak Lupe Velez zmarła, tego do końca nie wiadomo – znaleziono ją martwą z głową w toalecie a w różnych wspomieniach czy plotkach wymieniane jest zatrucie lekami lub utonięcie. Jej życie wypełniło się według słów: „sukces świętuje się w tłumie, umiera – samotnie”...



0 komentarze:
Prześlij komentarz