![]() |
| Już nie zapomnisz mnie Anna Dereszowska 2011 moja ocena: 7/10 |
Pauza dwudziestolecia między wojnami w
naszym odzyskanym kraju była, i pewnie nadal pozostanie, złotym
okresem polskiej kultury. To wtedy powstawały filmy z niezrównanym
Eugeniuszem Bodo, takie jak chociażby „Piętro wyżej” (1937),
gdzie czarujący aktor jako „rodzima Mae West” śpiewał o
najgroźniejszej broni kobiecej, jaką jest seksapil. „Sex appeal”
tym samym pozostał nieśmiertelną piosenką, którą chyba każdy
potrafi zanucić. Ponad 70 lat później Anna Dereszowska
przeładowuje tę broń nowym wykonaniem, wydając debiutancki album
z wskrzeszonymi szlagierami.
Głos aktorki należy do
najprzyjemniejszych jakie można usłyszeć na polskim Srebrnym
Ekranie – niski, aksamitny, ciepły – jednym słowem seksowny,
można rzec. Trzeba tutaj wspomnieć, że popis swoich wokalnych
umiejętności dała już w 2010 roku na Festiwalu Piosenki
Rosyjskiej w Zielonej Górze, gdzie miałam przyjemność usłyszeć
ją na żywo. Za „Aktrisę” zgarnęła główną nagrodę i
zyskała sympatię publiczności, najwidoczniej pragnących więcej
aksamitności niż coverów tanecznych przebojów T.a.t.u. To uznanie
z pewnością musiało dodać Dereszowskiej odwagi na muzycznej
scenie, lecz zamiast nowych kompozycji wzięła na warsztat słynne
polskie szlagiery. Nowej aranżacji poddane zostały utwory uznanego
przedwojennego kompozytora Henryka Warsa, wykonywane przez
wspomnianego już Eugeniusza Bodo oraz m.in. Hankę Ordorównę. Nowe
kompozycje i aranżację muzyczną przygotował zespół Bisquit,
znany ze smooth jazzowego brzmienia. Skrzeczący wokal został
zastąpiony przez szept Dereszowskiej zmieniając tym samym hity
przedwojennego kina we współczesne piosenki o miłości i zdradzie.
I wyszeptanemu wprost do ucha zapewnieniu, że „Miłość ci
wszystko wybaczy” można zaufać. Tej płycie nie można zarzucić
sztampowości pościelówek, bo to w końcu sprawdzone „lovesongi”
w zgrabnym i niepretensjonalnym wykonaniu. O kobiecym zapachu
czerwonej szminki, lecz bez trzasków gramofonu.
Bardzo lubię słuchać przedwojennych
szlagierów, ale na nieszczęście wszystkich współczesnych muzyków
tykających dawne hity jestem swoistym ortodoksem. Jednak Anna
Dereszowska profesjonalnie wykorzystuje swoje talenty artystyczne,
celując w osłuchane i żądne muzyki pełnej kobiecości uszy. I
nie chybi celu.


0 komentarze:
Prześlij komentarz