17 czerwca 2012

Bodo wyszeptany, czyli „Już nie zapomnisz mnie”


Już nie zapomnisz mnie
Anna Dereszowska
2011
moja ocena: 7/10

Pauza dwudziestolecia między wojnami w naszym odzyskanym kraju była, i pewnie nadal pozostanie, złotym okresem polskiej kultury. To wtedy powstawały filmy z niezrównanym Eugeniuszem Bodo, takie jak chociażby „Piętro wyżej” (1937), gdzie czarujący aktor jako „rodzima Mae West” śpiewał o najgroźniejszej broni kobiecej, jaką jest seksapil. „Sex appeal” tym samym pozostał nieśmiertelną piosenką, którą chyba każdy potrafi zanucić. Ponad 70 lat później Anna Dereszowska przeładowuje tę broń nowym wykonaniem, wydając debiutancki album z wskrzeszonymi szlagierami. 


Głos aktorki należy do najprzyjemniejszych jakie można usłyszeć na polskim Srebrnym Ekranie – niski, aksamitny, ciepły – jednym słowem seksowny, można rzec. Trzeba tutaj wspomnieć, że popis swoich wokalnych umiejętności dała już w 2010 roku na Festiwalu Piosenki Rosyjskiej w Zielonej Górze, gdzie miałam przyjemność usłyszeć ją na żywo. Za „Aktrisę” zgarnęła główną nagrodę i zyskała sympatię publiczności, najwidoczniej pragnących więcej aksamitności niż coverów tanecznych przebojów T.a.t.u. To uznanie z pewnością musiało dodać Dereszowskiej odwagi na muzycznej scenie, lecz zamiast nowych kompozycji wzięła na warsztat słynne polskie szlagiery. Nowej aranżacji poddane zostały utwory uznanego przedwojennego kompozytora Henryka Warsa, wykonywane przez wspomnianego już Eugeniusza Bodo oraz m.in. Hankę Ordorównę. Nowe kompozycje i aranżację muzyczną przygotował zespół Bisquit, znany ze smooth jazzowego brzmienia. Skrzeczący wokal został zastąpiony przez szept Dereszowskiej zmieniając tym samym hity przedwojennego kina we współczesne piosenki o miłości i zdradzie. I wyszeptanemu wprost do ucha zapewnieniu, że „Miłość ci wszystko wybaczy” można zaufać. Tej płycie nie można zarzucić sztampowości pościelówek, bo to w końcu sprawdzone „lovesongi” w zgrabnym i niepretensjonalnym wykonaniu. O kobiecym zapachu czerwonej szminki, lecz bez trzasków gramofonu.

Bardzo lubię słuchać przedwojennych szlagierów, ale na nieszczęście wszystkich współczesnych muzyków tykających dawne hity jestem swoistym ortodoksem. Jednak Anna Dereszowska profesjonalnie wykorzystuje swoje talenty artystyczne, celując w osłuchane i żądne muzyki pełnej kobiecości uszy. I nie chybi celu.

0 komentarze:

Prześlij komentarz